2010

2010

To teraz wypowiem się na temat mojego wrażenia z PDM-u.
Od kiedy moi rodzice się rozeszli odszedłem od Boga, prawie całkowicie... Trzymało mnie przy Nim kilka rzeczy: lektorat, przyjaźń z Paulinami, duszpasterstwo, ludzie i kilka nawyków, że tak powiem... Na początku chciałem jechać na PDM, jednak gdy było coraz bliżej miałem coraz większe obawy... na dzień przed już chciałem zadzwonić do o.Andrzeja i powiedzieć mu, że nie jadę... Rano miałem jeszcze bardziej dość, jednak już nie chciałem mieszać... W drodze byłem roztargniony, zły i tylko atmosfera w busie mnie uspokajała. Jednak gdy już tam dojechałem coś ze mnie zeszło. Może dlatego, że uwielbiam to miejsce. A gdy już się wszystko zaczęło totalnie mi się poprzewracało... Pierwsza noc i poczułem się jakoś inaczej, jak nigdy dotąd. Niesamowitym przeżyciem była dla mnie spowiedź, wydawać by się mogło, że zwyczajna, ale pierwszy raz wtedy chyba na prawdę słuchałem spowiednika. Bardzo pomógł mi widok tylu młodych osób, które na prawdę kochają Boga. Zawsze jakoś inaczej patrzę na ludzi w kościele. Może przyszli tutaj, bo ktoś im kazał, może dlatego, że nie mają nic innego do roboty, a może dlatego, że są do tego przyzwyczajeni. Tutaj było inaczej... Ludzie byli tam, bo na prawdę chcieli poczuć miłość Boga. Bardzo dotknęły mnie konferencje, które w bardzo szczególny sposób na mnie podziałały, bo pamiętam jak się męczyłem, aby na dwóch nie zasnąć. A trzecia, na której siedziałem normalnie była czymś niezwykłym. Wędrówki, hmm... żałuję, że nie mogłem być na wszystkich. Ale ta nocna dała mi chyba wystarczająco. Nie potrafiłem nawet być zły, co normalnie zaraz byłoby widoczne, gdy się gubiliśmy, po prostu szedłem z przekonaniem, że tak ma być. W ostatnie trzy dni doświadczyłem mojego prawdziwego Krzyża. Wróciło to, co czułem zawsze, odpychanie.. broniłem się przed tym, aby zapłonąć gniewem... wtedy pomogła mi bardzo rozmowa z kilkoma osobami, którym jestem bardzo wdzięczny za to... chodziłem do końca PDM-u smutny i zły w środku. Wtedy dostałem dar zobaczenia Oblicza Matki i Eucharystii, w obu tych przypadkach nie mogłem powstrzymać łez... nie płakałem ze smutku, ale z radości, że Bóg w tak wspaniały sposób ukazał mi Swoją Miłość... żałowałem tego czasu, w którym o nim zapomniałem, ale w końcu jestem tylko człowiekiem... O tym, że strasznie ciężko będzie mi odjeżdżać wiedziałem już trzeciego dnia, jednak gdy przyszedł dzień odjazdu dostałem wewnętrzny pokój pomyślałem tak: skoro Bóg mnie tu postawił, skoro dał mi tak poznać swoją Miłość, skoro dał poznać tak wspaniałych ludzi, to dlaczego ja mam Mu się nie odwdzięczyć i poczekać rok, dając świadectwo, że PDM coś we mnie zmienił. Zawsze gdy na coś czekam, gdy długo na to czekam, przychodzi jeszcze większa radość, gdy w końcu się doczekam Już w busie zapominałem o złości. Dzisiaj już jej zupełnie nie widzę.

Przebudziło się we mnie również poczucie powołania do służby Bogu w zakonie. Do liceum zawsze chciałem iść do zakonu, później jednak to zagłuszyłem. Na rekolekcje jeździłem po to, aby odpocząć od problemów, aby przed nimi uciec. Tutaj doświadczyłem tego, że to jest jednak to. Jeśli Bóg też tak sądzi i dobrze to rozeznam, to mam nadzieję, że wszystko tak się ułoży. Nie mogę powiedzieć, że pójdę na pewno, bo to jest decyzja, którą muszę rozpatrzeć sam, z Bogiem i z przewodnikiem duchowym. Muszę również przeżyć w tym stanie rok i zobaczymy wtedy, czy to jest to.

Dobra kończę, bo mógłbym pisać i pisać Dziękuję wszystkim ludziom, których mogłem poznać, jednych bardziej, drugich mniej, jednak stwierdzam, że jesteście niesamowici! Dziękuję tym, których już znałem, bo też byliście ważni! Dziękuję ojcom i braciom! za rozmowę i za ten wspaniały czas, bo to dzięki wam O każdym będę pamiętał w modlitwie i proszę o nią również, jeśli ktoś nie wie o co, to podpowiem, że o Światło Ducha Świętego Dobrze, że jesteście BÓG WAS KOCHA!!! Było NIEZEIMSKO I ANIELSKO!!!

Piotr


Już przed wyjazdem czułam,ze będzie fantastycznie,wiecie,takie motyle w brzuchu na samą myśl o grupie młodzieży,którą łączy jedna,niezaprzeczalnie największa miłość Boża.
Miałam wiele razy do czynienia z głęboko wierzącymi rówieśnikami, i uwierzcie mi,bije od Was gorejące światło i radość! Radość tak ogromna,że można by ją podzielić na kilkanaście ziemskich istnień.Długa,ośmiogodzinna droga była wyczerpująca,ale gdy tylko dotarliśmy na miejsce z P.C.V. wiedziałam,ze nie będę chciała opuszczać Leśniowa, i ludzi których poznam.Oczywiście,wszystkie moje obawy się spełniły i tęsknie za Wami ogromnie.Pierwsze dni były dla mnie nieskrywanie trudne,prowadziłam wiele poważnych,wewnętrznych rozmów z samą sobą,takie wahania co do mojej miłości do Boga(i tak wiecznie jest zbyt mała).Konferencje!Cóż za przeżycie,Ojciec Paweł świetnie trafia do ludzi!Radykalnie zmieniło się moje patrzenie na każdego z osobna,a przede wszystkim na relacje Ja-Jezus. Pytania:Czy przyznaję się do Jezusa?;Na ile mam świadomość własnej grzeszności i kruchości?Odpowiadając na nie spostrzegłam jak mała była moja wiara w miłosierdzie Pana.W trakcie tych dni całkowicie zmieniłam swoje nastawienie do mojej wiary,zrozumiałam,że Jezus jest ZAWSZE przy mnie,zawsze.Zarówno indywidualne,jak i grupowe medytacje nad Pismem były niezapomnianym wrażeniem,szczególnie,że czas na dumanie nad Biblią był nieograniczony,tak,że nikt się nie śpieszył i każdy czerpał z minimum słów maksimum treści.Każdy znalazł cząstkę siebie,swojego życia we fragmentach podawanych nam w czasie rekolekcji.Miłość Boża zbliżała do siebie kolejnych ludzi,tak,że w dniu wyjazdu znałam dosłownie wszystkich,i za wszystkimi tęskniłam jednakowo,nie było osoby,której bym nie znała,chociażby z wyglądu. Ubolewam straszliwe nad tym,ze PDM2010 trwał tylko 7 dni,tydzień,podczas którego każdy z nas coś do swojego życia wniósł.Tydzień,dzięki któremu poznaliśmy gromadę fantastycznych ludzi,nauczyliśmy się żyć z Jezusem!Poznaliśmy niezastąpionych Ojców i Braci!Zawsze mówiłam,że Paulini to złoci ludzi,teraz mam tego prawdziwe świadectwo,bo właśnie na PDMie można poznać ich nieskrywana chęć poznania i pracowania z młodzieżą XXIw.
Cudowne zarządzanie planem dnia,smaczne obiady,genialna atmosfera,piękni duchowo ludzie-do tego pragnę wrócić!
Nie zanudzam Was więcej swoimi refleksjami,chociaż posiadam ich całą moc.
To na razie tyle moich nieuczesanych(rudych)myśli.
Z Bogiem!

Maria


Jadąc na pdm nie miałam jakiś większych oczekiwań, a szczerze mówiąc miało mnie tam wogle nie być, zdecydowałam się dokładnie dzień przed, ale jakoś nie byłam zbyt chętna. jednak teraz nie żałuje tego ani trochę! Myślałam, że się wynudzę, a tak naprawdę, nie było chwili, żebym nie miała, co robić, a plan był ułożony po protu wspaniale. Był czas, w którym mogliśmy poznać bliżej Boga i siebie- np. konferencje i homilie o.Pawła, chwile sam na sam ze Słowem Bożym, spotkania w grupach czy Adoracje. Cały pobyt był dla mnie ogromnym doświadczeniem w bliższym poznaniu Boga i w przekonaniu się po raz kolejny, że on naprawdę jest i działa. W domu często nie mam dla Niego czasu, aby poznać Go w Jego słowie, w Jego obecności w Eucharystii, a tam właśnie to się wypełniało, jakoś na to kładło się nacisk. Pamiętam, ze bardzo przeżyłam Mszę Świętą w poniedziałek, zaraz po przyjeździe. To był wspaniały początek wyjazdu, dawno tak nie podeszłam do spotkania z Bogiem i dawno nie wywarło na mnie takiego wrażenia Słowo Boże. Cieszę się, że mogłam poznać tyle wspaniałych osób, dla których Bóg nie jest obcy, osób, które wniosły w moje życie dożo radości, poprzez rozmowy, wspólny śpiew czy granie a nawet przez zwykły uśmiech. I piękne było patrzeć na tyle młodzieży zgromadzonej przy Jezusie, chwalącej Boga, bo to już było dla mnie ogromne świadectwo, że jednak młode pokolenie nie idzie na zmarnowanie i że jest wiele ludzi, którzy znają porządne wartości w życiu. Cieszę się tez z obecności tam Ojców i braci paulinów, którzy zawsze nam pomagali jak tylko mogli i spędzali z nami masę czasu. Poświęcali nam każdą wolną chwilkę i zawsze służyli pomocą, rozmową, czy uśmiechem:D Dużo też radości sprawiły mi wspólne wędrówki, ta w nocy, w deszczu czy nad jezioro, to był świetny pomysł, gdyż mogliśmy się lepiej poznać. Dużo dały mi rozmowy w czasie drogi z najróżniejszymi osobami i bardzo mnie do nich zbliżyły. Pomogły mi one także w pokonywaniu swoich słabości czy jakiś obaw, ze nie dam rady czy coś. Uświadomiły mi, że z Jezusem zawsze dam radę! Cieszę, się bardzo, że mogłam być tam w Leśniowie, w tym cudownym miejscu i z tak cudownymi ludźmi. Naprawdę widzę, jak Bóg działa przez poszczególne osoby w małych dziełach, a jak dużo to pomaga. I już jestem pewna, że za rok tez się wybieram, tym razem Kraków! I wiem, że na zawsze utkwi mi w pamięci ten właśnie pierwszy pdm, to był super czas. Pan Bóg jest wielki! AMEN:D
rozpisałam się trochę

Sylwia


No to ja może trochę napisze odnośnie wrażeń i świadectwa (choć jest na to oddzielne forum, ale zrobię to w jednym, bo po co na dwóch).
Jadąc na PDM nie miałam żadnych oczekiwań, po prostu jechałam tam spotkać się z przyjaciółmi z Leśnej i trochę odpocząć. Nie sądziłam, że Bóg może tyle wnieść w moje życie przez to spotkanie. Bardzo się ciesze, że spotkałam właśnie takich ludzi, a nie innych. Otwartych, pomocnych i prawdziwych. Z ludźmi z którymi można było zawsze porozmawiać o swoim życiu albo po prostu posiedzieć w ciszy, która była mi strasznie potrzebna. Cieszę się też, że spotkałam tam takich wspaniałych braci i ojców paulinów. Może nie zawsze mówiłam o nich dobrze, bo tak naprawdę ich nie znałam, a teraz mogę tylko tyle powiedzieć, że są to wspaniali ludzie. Można było z nimi zawsze porozmawiać i mimo że każdy miał tam jakiś obowiązek zawsze byli dla nas - za co wielki szacunek im się należy
A co do samego przeżycia, kurczę, nie sądziłam, że tak bardzo Bóg może zadziałać we mnie. Że ten tydzień nie był zmarnowany na spanie czy inne rzeczy, ale był to czas poświęcony na samej sobie. Dlatego cieszę się, że były te wędrówki, w czasie których miałam możliwość zastanowienia się nad swoją drogą do Boga, która też jest tak kręta jak ta np. na Złoty Potok. Pomogły mi też te trzy dni nad Pismem Świętym, a szczególnie namioty spotkań. Niesamowitym dla mnie przeżyciem było to, że Chrystus do mnie przemawia w tak bezpośredni sposób. Zawsze sprawiało mi to trudności i gdy dawał mi Swoje Słowo chciałam się upewniać, czy o to na prawdę mu chodziło, a tutaj dawał mi tych tekstów tyle, że wszystko układało się w jedno - bez zatwierdzania. Więc nie zmieniajmy tej formy PDMu bo jest ona cudowna, przynajmniej dla mnie. Niby mało czasu dla siebie, ale właśnie o to chodzi - bo trzeba się zatrzymać i zastanowić nad sobą - dla mnie jest to ważne, bo w roku szkolnym nie mam na to za bardzo czasu - albo po prostu nie chce mieć. Dziękuję też, za adoracje Najświętszego Sakramentu. Szkoda, że w ostatnich dniach nie było to możliwe, ale coś w tym musiało być. Ciągle mam w pamięci czerwony namiot i oblicze Chrystusa - niby to niewiele, ale tak wiele. Bardzo mi to pomagało, że to miejsce było oddalone od całej reszty, bo potrzebne jest cisza, a tam właśnie mogłam ją znaleźć (oczywiście w dzień, bo w nocy to nie trzeba było tej ciszy szukać, bo była wszędzie). Jest tak wiele czynników, które sprawiły, że sama chce się zmieniać, a o których ciężko mi pisać.
Doznałam miłości Chrystusa, której bardzo potrzebowałam. Nie tylko w drugim człowieku ale w Nim samym. Było to dla mnie pięknie przeżycie, którym mogę się teraz z wami dzielić. Chciałabym aby te rekolekcje był we mnie ciągle, abym zawsze pamiętała, że Bóg mnie bardzo kocha, taką jaką jestem i że tylko w Nim mogę coś w życiu zmienić. Chce też być świadoma, że zmiany jakie dokonuje we mnie Bóg są małymi krokami do Niego, że nie mogę oczekiwać gromu z jasnego nieba, ale małych, ledwo świecących gwiazd, które w końcu ozdobią całe moje życie zmieniające je na lepsze. No i taki coś może trochę odchodzące od sfery duchowej, ale bardzo ważne dla mnie - przez ten PDM i przez niektórych ludzi zaczęłam doceniać swoje imię. Od zawsze zmagam się z tym, aby je zdzierżyć i dopiero po tych siedmiu dniach zaczynam je traktować trochę inaczej, może to śmieszne, ale zaczynam je lubić. Może dlatego, że jedna osoba mi powiedział że pochodzi od Marii - czyli Matki Boskiej
Dziękuję każdemu z osoba za to, że mogłam was spotkać. Ale przede wszystkim dziękuję tym ludziom, którzy stanęli bezpośrednio na mojej drodze i pokazując mi moje słabości uczyli mnie wytrwałości, że okazywali mi miłość w małych gestach (spojrzeniu, przytuleniu czy jednym słowie) bo to również dzięki wam zaczynam wierzyć w siebie. Każdego z was mam w sercu i będę się gorąca za was modliła do Ojca, abyście nigdy nie tracili tego daru.
To tak w skrócie i ogóle. Można mówić więcej o tym, co zmieniło się w moim sercu ale resztę zostawię dla siebie, aby i każdy z was mógł doznać swojej przemiany.
Całuję,

Marzena (Emka)


Emka tutaj napisała piękne słowo, które mnie poruszyło do wyznania, że będę za wami tęsknił i w ogóle jakoś nudno tak bez was słychać za oknem tylko jakiś szum aut i harmider ulic. Myślę, że Leśniów pozostanie w naszej pamięci jako oaza wytchnienia i miejsce bliskiego spotkania z Bogiem, którego potrzebę(ja napewno, nie wiem jak wy) odczuwało się przynajmniej już od dłuższego czasu. A tak na marginesie to miałem dystans do tego PDM i ludzi(was), jednak moje przekonanie co do całokształtu różniło się diametralnie, dzięki czemu poznałem was i Boga, który jest w was ukryty, bo jest w każdym z nas. Uważam, że trzeba zorganizować zjazd po pdm'owski całą zgrają. Do szybkiego zobaczenia :]
Kurde ja to napisałem?

Adam


LUDZIE JA WAS KOCHAM!!! powiem wam tyle, bo więcej na razie nie mogę... Nigdy nie byłem byłem tak blisko Boga, zaczynając od tego, że ostatnio prawie w ogóle mnie przy nim nie było nigdy nie przeżyłem takiej Eucharystii, tak cudownego czasu i nigdy nie poznałem tak wspaniałych, nieziemskich ludzi. A to wszystko dzięki Niemu i dzięki wam a pomyśleć, że już chciałem zrezygnować z wyjazdu... Dzięki wszystkim

Piotr


To teraz ja postaram się napisać jakieś mądre słowo od siebie
Jadąc na PDM nie spodziewałam się niczego, a wiedziałam tylko tyle, że po prostu chcę jechać do Leśniowa na to spotkanie młodych. Jednak im bliżej było do wyjazdu, tym miałam większe wątpliwości, a raczej obawy (jak się teraz okazuje zupełnie niepotrzebnie) dotyczące w większości spraw przyziemnych.
Już od pierwszych chwil poczułam się w Leśniowie bardzo dobrze, tak jakbym była w domu. Ta niesamowita cisza, spokój i piękno tego miejsca sprawiły, że zapomniałam o rzeczywistości, o sprawach, które dzieją się na co dzień i zapragnęłam się zatrzymać, pozastanawiać nad sobą, spędzić ten czas z Bogiem i z Wami, moi drodzy.
Jestem bardzo wdzięczna ojcu Pawłowi za konferencje i homilie. Dawały mi one i ciągle dają dużo do myślenia. I dziękuję braciom za pracę w grupach, za dzielenie się Słowem Bożym i własnymi przeżyciami. Nie było to łatwe zadanie: stanąć w prawdzie o sobie samym, odpowiedzieć sobie na tak ważne, a często tak bolesne pytania. Ale było mi to bardzo potrzebne. Potrzebowałam ciszy i samotności, takiego przystopowania. I chociaż nasz plan nie był wcale napięty to i tak brakowało mi czasu. Dlatego chyba tak mało spałam..
Zauważyłam u siebie ważną rzecz: że trudno mi być samej z sobą. Szukałam towarzystwa i tak na prawdę musiałam się troszkę zmuszać i tłumaczyć sobie że teraz należy pójść pokontemplować Słowo Boże. A gdy już znajdywałam ustronne miejsce to ciężko mi się było skoncentrować na Słowie. Potrzebowałam chwili, żeby się wyciszyć. I bardzo ważną częścią dnia była dla mnie Adoracja - kiedy mogłam pobyć z Bogiem w zupełnej ciszy i samotności, bo większość już spała To był moment, który w całości mogłam poświęcić Bogu, w jego stronę skierować swoje myśli.
Dostrzegłam podczas tych dni, że można żyć bez telefonu komórkowego, komputera i telewizora - co myślę jest w dzisiejszych czasach jakimś tam wyczynem; i bez tych urządzeń życie wcale nie staje się mniej barwne, a na pewno jest głębiej i świadomiej przeżywane.
Dziękuję za wspólne wędrówki każda z nich była dla mnie niesamowita. Najpierw nocna wyprawa, po której byłam nieźle zmęczona, ale która można powiedzieć jest obrazem mojego życia: ciągle wybieram - nie zawsze dobrze i muszę zawracać, ale najważniejsze, żeby się nie poddawać i być cierpliwym, aż w końcu dojdzie się do celu. Następnie wędrówka do Czatachowej w cudnej ulewie - to było dla mnie duże przeżycie.
Ten pobyt w Leśniowie chyba nauczył mnie żyć w zgodzie z naturą i akceptować wszystko to, co ona nam daję. To myślę była dla mnie duża lekcja pokory.
Wszyscy uczymy się od kogoś, tak i ja wiele nauczyłam się od Was. Każdy ma swoje przeżycia, swój bagaż doświadczeń. Dziękuję za rozmowy z Wami, bo nawet z zupełnie luźnej pogawędki można wyciągnąć coś, co będzie służyło przez całe życie. Dziekuję za Wasz uśmiech i życzliwość, za wspólne śpiewanie i posiłki.
To na pewno nie jest wszystko co chciałabym napisać. Myślę, że refleksje jeszcze przyjdą, tylko potrzeba czasu.

Ania