2011

2011

Po spotkaniu w Leśniowie czekałam cały rok na kolejne Paulińskie Dni Młodych w Krakowie. Codziennie w moich wspomnieniach pojawiał się PDM i dawał mi siły na kolejne tygodnie, miesiące... Akurat ten rok był dla mnie dosyć ciężki, zaczęłam studia, które nie dawały mi satysfakcji, mimo obecności mojej Siostry bardzo tęskniłam za domem, za rodzicami i przyjaciółmi. Przebywałam w gronie obcych osób, co zawsze jest dla mnie ciężkim doświadczeniem. Jednocześnie coraz bardziej ciążył mi mój krzyż – samotność, która mimo mojego młodego wieku nie jest niczym przyjemnym. Oddaliłam się od Boga, zaniedbałam spowiedź, modlitwę i krótko mówiąc, kiedy jechałam do Krakowa, mój stan psychiczny i duchowy nie był zbyt ciekawy:) na Skałce było mi w pierwszy wieczór trochę ciężko, ale w następny dzień rozpoczęły się rekolekcje, które otworzyły mi oczy. Ojciec Augustyn wypowiedział na głos to, co od dawna mnie nękało i przede wszystkim wskazał mi Tego, który jest rozwiązaniem wszystkich problemów – Boga, który działa poprzez naszych Aniołów. O. Augustyn również stał się dla mnie Aniołem, przywrócił mi wiarę, którą chcę teraz uczynić szczerą i gorliwą. Wyspowiadałam się (dziękuję mojemu Spowiednikowi i przepraszam, że nie potrafię czasem spojrzeć w oczy) i była to spowiedź zupełnie inna niż poprzednie. Zrozumiałam też, że muszę przebaczyć pewnej osobie, do której mam żal już od ponad 7 lat i że muszę przede wszystkim przebaczyć sobie. O. Augustyn wspaniale omówił Księgę Tobiasza i przedstawiony w niej portret rodziny, poranionej wewnętrznymi sporami i zaślepieniem starego Tobiasza, a następnie uzdrowionej przez Boga, który zesłał archanioła Rafała. Dzięki temu wiem, że pewne problemy w rodzinie rozwiązują się dopiero po wielu latach, często dopiero wtedy, kiedy dziecko opuszcza dom i zaczyna żyć własnym życiem.
PDM na Skałce był też bardzo wesoły albo raczej radosny. Dobrze było spotkać znowu znajomych z zeszłorocznego spotkania i poznać nowe osoby. Myślę, że ludziom udzieliła się serdeczność i poczucie humoru ojców i braci paulinów – oni zawsze mają w sobie tę radość, jedyną w swoim rodzaju:) zwiedzanie miasta też było fajne; Kraków ma klasę! Wieczorem był też czas, by spotkać się z Jezusem w Namiocie Spotkania, z czego w tym roku skorzystałam w pełni:)
Chciałam jeszcze pochwalić pomysł, aby po wylosowaniu jednej osoby modlić się za nią przez cały rok – to jest coś! Wiem, że pomaga to też modlić się regularnie i że dzięki temu nie będę zaniedbywać ani zapominać o modlitwie. Chcę być Aniołem dla osoby, którą wylosowałam! dziękuję też z góry za modlitwę za mnie:)
Dobrze, że powstała idea PDM-u. Dziękuję za te Dni Ojcu Markowi i Ojcu Andrzejowi, organizatorom – i czekam już na PDM we Włodawie!

Ewa


Kiedy moja siostra wróciła z zeszłorocznego PDM-u w Leśniowie opowiadała o różnych zdarzeniach jakie miały tam miejsce, oglądałyśmy razem zdjęcia i w pewnym momencie pomyślałam sobie, że za rok nie odpuszczę i pojadę do Krakowa. Przez cały rok odliczałam razem z innymi dni i zastanawiałam się jak to będzie... W dniu wyjazdu miałam mieszane uczucia nie wiedziałam czego mam się spodziewać, kogo spotkam, jak mnie tam przyjmą, czy w moim życiu coś się zmieni... Przez 4 dni miałam wrażenie, że nie powinnam tam być, że to nie jest miejsce dla mnie, wręcz nie chciało mi się tam być. Były to akurat dni rekolekcyjne. Kiedy słuchałam konferencji Ojca Augustyna miałam wrażenie jakby wiedział dokładnie co się dzieje w moim życiu. To tym bardziej mnie przybiło. Kompletnie nie wiedziałam co jest moim powołaniem, nie akceptowałam samej siebie, czułam się jakbym miała bielmo na oczach, które przysłania mi wszystko i wszystkich a przede wszystkim Boga. Czytałam Pismo Święte, rozważałam je. Wieczorami w Namiocie Spotkania dalej zadawałam Bogu nurtujące mnie pytania... Te 4 dni pozwoliły mi zastanowić się nad samą sobą i znaleźć odpowiedzi na większość moich pytań. Poznałam wielu ludzi, którzy pomogli mi przetrwać ten czas. Podczas wędrówek za to o wszystkim zapominałam i razem z grupą poznawaliśmy uroki Krakowa;) Ostatni dzień był dla mnie najważniejszy ponieważ wtedy do mnie dotarło co JA robię źle, poczułam się jakby ktoś zerwał mi to bielmo z oczu, uświadomiłam sobie, że tak na prawdę wiem co jest moim powołaniem i co w związku z tym muszę zrobić. Teraz czuję , że ziarno, które zostało rzucone - kiełkuje. Zaczynam bardziej ufać ludziom, a przede wszystkim Bogu. W Krakowie usłyszałam parę słów zarówno od moich rówieśników jak i ojców i braci, które bardzo mi pomogły. Bardzo Wam dziękuję Mam nadzieję, że w oczekiwaniu na kolejny PDM rozwiążę większość problemów i będę dobrym aniołem dla osoby, którą wylosowałam
pisała: Patrycja Kazadi Amen.

Patrycja


Po naszym zeszłorocznym spotkaniu w Leśniowie byłam bardzo zadowolona i czekałam z niecierpliwością na kolejny PDM. Jednak miałam obawy związane z miejscem kolejnego zjazdu - centrum dużego miasta, a więc brak ciszy... Te moje obawy odeszły trochę na bok, gdy chyba Mikołaj powiedział bardzo słusznie na nagraniu na Jasnej Górze: że Bóg jest wszędzie; z pewnością prościej o relację z Bogiem na odludziu, bo łatwiej jest się wyciszyć i wejść w samego siebie, ale na co dzień nie mamy możliwości "wyjść na pustynię"... Od początku uważałam, że nie ma sensu porównywać ze sobą kolejnych pdmów, bo każdy będzie inny i wyjątkowy, więc po prostu czekałam na to co się będzie dziać w Krakowie.
No i tak, rok to długi okres czasu i wiele się działo w moim życiu, były wzloty i upadki... Im bliżej było pdmu, tym bardziej czułam niechęć, żeby jechać do Krakowa. Ja i świadomość moich wad, brak akceptacji samej siebie i z drugiej strony samotność, pomimo nawet tak wielu otaczających mnie ludzi... Na tydzień przed miałam totalnego doła i nawet gotowa byłam zrezygnować z uczestnictwa w pdmie, ale nie chciałam stracić rekolekcji - to był główny powód mojego przyjazdu do Krakowa...
I nadszedł w końcu ten dzień - 11.07 (poniedziałek)... po kilkugodzinnej jeździe pociągiem, znalazłam się w Krakowie na Skałce. Witanie się z ludźmi, Msza na rozpoczęcie pdmu i ognicho...
Dni rekolekcyjne chciałam rzeczywiście przeżyć jak rekolekcje. Potrzebowałam ciszy i ludzi odsunęłam trochę na bok. Pragnęłam jak najwięcej z tych rekolekcji zaczerpnąć, aby to zasiane Boże Słowo we mnie rzeczywiście wzrosło. A treść tych rekolekcji bardzo do mnie przemawiała...
Najpierw mowa o powołaniu (przeznaczeniu), naszych pragnieniach; o tym, żeby nie stać w miejscu; i o roli i obecności aniołów w naszym życiu... To Słowo bardzo mnie poruszyło! Często się pytam Boga o moje powołanie, ale albo nie dostaję jeszcze tej odpowiedzi, albo jej nie słyszę...Ciągle się zastanawiam czy to co teraz w życiu robię to rzeczywiście moja droga. Mam wrażenie, że Duch Boży daje mi jakieś natchnienia a ja je zagłuszam albo po prostu nie zauważam... Wiem jakie są moje pragnienia, a jednocześnie z wielu różnych przyczyn (obawy, lęki, lenistwo...) nie robię tego, co bym bardzo chciała robić. Czuję, że właśnie stoję w takim martwym punkcie i boję się zrobić krok naprzód. I na te moje lęki przychodzi słowo o.Augustyna: żeby nie stać w miejscu; żeby nieustannie wyruszać w jakąś drogę, nawet jeśli okaże się, że nie jest właściwa, bo można ją skorygować. To słowo dodaje mi odwagi i mam nadzieję, że coś się zmieni przez ten rok (do następnego pdmu) w moim życiu; że Boży Posłańcy (o których sobie przypomniałam rok temu a którzy są duchowymi przewodnikami) będą mnie prowadzić i umacniać.
Drugi dzień rekolekcji to mowa o samotności; o tym, że żyjąc bez Boga odczuwamy niepokój, lęk i jesteśmy podatni na działanie Złego. Te treści obrazują mój stan ducha po grzechu i wiem, że jest to stan okropny - takiego bezsensu, beznadziei, braku wartości... Słowo o.Augustyna jeszcze bardziej skłania mnie do tego, aby nieustannie pielęgnować więź z Bogiem, aby to w Nim szukać oparcia, rozwiązania różnych problemów i odpowiedzi na nurtujące pytania; aby nie bać się korzystać z Bożego Miłosierdzia. Bóg chce być mieszkańcem w moim sercu, a ja sama pragnę aby moje ciało było świątynią Ducha. Ale to wymaga też nieustannej pracy nad sobą z pomocą łaski Bożej. Tak więc wytrwałości sobie i Wam wszystkim życzę.
I ostatni dzień rekolekcji - przebaczenie, obraz rodziny, zranienia... Bardzo trudne ale ważne treści... Mnie osobiście bardzo dotknęły. Zrozumiałam, że przebaczenie to jest długi i trudny proces, i że wcale nie jest prosto przebaczyć tej osobie, która mnie zraniła. Myślałam, że nie mam z tym problemu, a jednak po tym słowie wiem, że się myliłam. Przeważnie starałam się po prostu zapominać o jakimś zranieniu i nie wracać do tego, ale niestety jest tak, że czy tego chcę czy nie, niektóre rzeczy same powracają i są jak ropiejąca rana. A taki stan powoduje, że ja sama nie radzę sobie ze swoimi problemami, jestem poirytowana, a relacje z drugim człowiekiem są bardzo marne i napięte. I lekarstwem na to jest Miłość Boga, ale też szczera rozmowa z drugim człowiekiem. I tu właśnie pojawia się mój problem: nie umiem szczerze, prosto w oczy mówić o swoich zranieniach, uczuciach... A to jest potrzebne do tego, aby przebaczyć...
Treści, które dotarły do mnie w czasie tych rekolekcji jest jeszcze więcej. Mam nadzieję, że ziarno Słowa Bożego już w nas się zakorzenia i kiełkuje i niebawem wyda obfite plony! Tego wszystkim życzę!
Bardzo cennym czasem w tych dniach rekolekcyjnych była dla mnie praca w grupach. Bardzo dziękuję br. Tomaszowi i całej grupie czerwonej! Dziękuję za to, że dzieliliście się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami. Ja osobiście bardzo się cieszę, że się przełamałam i dorzuciłam jakieś swoje 5 groszy;) Być może nikt na tym nie skorzystał, nie wiem... ale dla mnie to było bardzo ważne, bo pokonałam swój strach i czułam, że nie tylko biorę od innych, ale przynajmniej staram się dać coś z siebie...
W tym roku skorzystałam chyba w pełni z tego świętego czasu jakim było Adorowanie Najświętszego Sakramentu w Namiocie Spotkania. Pamiętam, że w roku ubiegłym jakoś to zaniedbałam, pdm szybko minął a ja miałam uczucie, że nie przeżyłam dobrze tego czasu. Teraz było inaczej... Czułam potrzebę Adorowania Pana Jezusa, zawierzania Jemu całego przeżytego dnia, podziękowania Mu za ogrom Słowa i łask; i po prostu pragnęłam Jego bliskości. Bardzo mocno przeżyłam jeden moment na Adoracji (chyba w środę), kiedy to rozmawiałam w ciszy z Panem Jezusem, zawierzałam mu siebie, mówiłam o tym co mnie trapi i prosiłam o to, aby mnie dotknął, abym poczuła Jego obecność i w tej chwili poczułam dłoń na swojej głowie (to był prawdopodobnie przechodzący o.Andrzej - a może raczej Anioł Boży w ciele o.Andrzeja). Ogarnęło mnie wzruszenie (po prostu zaczęłam płakać z radości), ale też niesamowity spokój i miłość; poczułam, że rzeczywiście nie jestem sama! Nawet teraz jak o tym piszę czuję delikatny dreszczyk...
I chyba w tym miejscu nawiąże do tegorocznego hasła pdmu: "Oto ja posyłam Anioła przed Tobą"...
Jak byłam dzieckiem to modliłam się do swojego Anioła Stróża. Przez ostatnich kilka lat zaniedbałam modlitwę do swojego Anioła, a to chyba dlatego, że nie miałam pojęcia jak ważną rolę pełnią, że są wysłannikami samego Boga... Dopiero od zeszłego roku (gdy dowiedziałam się jakie jest hasło tegorocznego zjazdu) odnowiłam jakoś tę więź ze swoim Aniołem. Ale tak na prawdę dopiero po tych rekolekcjach wiem jak bardzo potrzebuję tych Bożych Posłańców. No i oczywiście teraz wiem, że to JA mogę być Aniołem dla kogoś, a ktoś inny dla mnie. To jest niesamowite, piękne i daje wiele radości! Ale też uczy odpowiedzialności za drugą osobę...
Dziękuję zatem organizatorom za tę piękną ideę bycia aniołem dla drugiej osoby i także za to, że podczas naszego czuwania mogliśmy oddać PDM w opiekę aniołów - to była taka bardzo podniosła chwila dla mnie:) dziękuję!!!
Teraz wrócę do tego o czym pisałam na początku - o moich obawach, że to centrum miasta, mało przestrzeni, brak ciszy.... muszę przyznać, że się bardzo myliłam. Do tej pory jestem w ogromnym szoku, że w centrum miasta można znaleźć, właśnie na Skałce, taką oazę ciszy i spokoju. Co prawda czasem (na Adoracji w Namiocie ) dało się słyszeć jakieś hity klubowe , ale to bym pominęła Ogród był dla mnie na prawdę oazą ciszy, spokoju i piękna; w nim można czuć bliskość Boga w naturze: zieleń dokoła, błękitne niebo nad głową, szum wiatru, śpiew ptaków a poza tym... nic, tylko cisza.... niesamoite... i bardzo sprzyjające w przeżywaniu rekolekcji:)
Nasze 2 dni wypoczynkowe były rewelacyjne, ale zbyt krótkie... Dziękuję ponownie bratu Tomaszowi - naszemu wspaniałemu przewodnikowi i wszystkim, którzy przemierzali z nami te "paulińskie" kilometry spacer Lasem Wolskim chyba na długo zapadł mi w pamięci:) było na prawdę cudownie i mogłabym tak iść jeszcze raz:) to nic, że nie mogłam wejść do kościoła kamedułów z taką grupą to czysta przyjemność. Nasze tańce hulańce i 20-minutową belgijkę odczuwam nawet teraz w postaci lekkich zakwasów było cudoownie
Także powoli podsumowując swoją wypowiedź, z przekonaniem napiszę, że cieszę się ogromnie z mojego uczestnictwa w tegorocznym zjeździe i byłabym gapą gdybym nie skorzystała z tego błogosławionego czasu. Zachęcam wszystkich, którzy mają obawy: jechać czy nie jechać za rok do Włodawy... Ja Wam mówię JECHAĆ!!! To nie jest ważne, że trzeba jechać 10h pociągiem, targać toboły, że nie mam namiotu czy nikogo nie znam, że jestem nieśmiały itd... To jest czas dany nam od samego Boga przez trud i pracę naszych Drogich Organizatorów i gospodarzy! I grzechem by było z tego nie skorzystać!
A jedyną uwagę jaką mam do organizatorów to taką, że PDM trwa zdecydowanie za krótko. Ja bym dołożyła przynajmniej 2 dni bo o ile z tych darów duchowych jakoś tam skorzystałam i chyba dobrze przeżyłam rekolekcje , o tyle mało czasu spędziłam z tymi wszystkimi ludźmi, bo nie da się niestety w tak krótkim czasie poznać siebie nawzajem...
I na zakończenie, bardzo dziękuję o.Michałowi Lukoszkowi, o.Augustynowi Pelanowskiemu,
o.Markowi, o.Andrzejowi, o.Darkowi, o.Piotrowi, o.Michałowi, wszystkim ojcom i braciom klerykom i oczywiście wszystkim Wam, drodzy uczestnicy za Waszą obecność, słowo, radość, śpiew, energię... Życzę wszystkim wielu potrzebnych łask, aby były w Waszym życiu widoczne owoce PDMu, życzę nieustannej obecności Bożych Posłańców i tego żebyśmy w takim samym składzie (tylko powiększonym;)) spotkali się za rok we Włodawie!

Ania loczek (numer obozowy 64 )


Na PDMie byłam pierwszy raz, w Krakowie także i gdybym miała powiedzieć co mi się tam najbardziej podobało, to odpowiadam, że ludzie. Nigdy nie spotkałam się z tak życzliwymi osobami, które nawet bez słów potrafią pomóc, po prostu swoją obecnością. Na PDMie odbyłam dwie ważne dla mnie rozmowy. Chcę podziękować br. Tomaszowi i Marcinowi za duchowe wsparcie, bo dzięki nim moje życie może wyglądać inaczej. Wszystkim uczestnikom PDMu też chcę podziękować za tak liczne przybycie.
Długo wahałam się, czy jechać na PDM, ale teraz dziękuję Bogu za piękne konferencje o. Augustyna Pelanowskiego, za wędrówki i wspólną zabawę. Teraz już tylko czekam na kolejny zjazd we Włodawie. Pojadę na pewno.

Agnieszka


Kiedy w tamtym roku przyjechałam z Leśniowa pomyślałam sobie: co ja zrobię kiedy przekroczę wiek do którego można jeździć na PDM? Z niecierpliwością czekałam na tegoroczne spotkanie. W czerwcu okazało się, że nie możemy jechać ponieważ odchodzi nasz duszpasterz. Nie mogłam pogodzić się z ta myślą. Jednak Bóg chciał żebym pojechała. Przed samym wyjazdem dopadły mnie wątpliwości: jak to wszystko będzie wyglądać, że może już nie być tak jak w tamtym roku.Jak już pisała wcześniej Ania nie można ich porównywać bo każdy będzie inny i każdy wniesie do naszego życia coś innego. Pierwszego dnia czułam się trochę nieswojo.Jednak z czasem się to zmieniło. Brałam Pismo Święte otwierałam na jakieś przypadkowej stronie, czytałam i nie mogłam uwierzyć jak niektóre z fragmentów dopasowywały się do mojego życia.Nareszcie dotarło do mnie, że Bóg kocha mnie bez względu na wszystko.Teoretycznie wiedziałam, że anioły istnieją, ale tak naprawdę nigdy nie zdawałam sobie sprawy jak ważną role odgrywają w moim życiu.Również jak inni uważam, że pomysł aby być dla kogoś aniołem i żeby ktoś był nim dla nas jest świetny. Dużo do myślenia dały mi pytania stawiane przez ojca Augustyna: do czego dążę w moim życiu? czy bardziej chcę się przypodobać Bogu czy ludziom? Dziękuję braciom i osobom z mojej grupy (żółtej) bo dzięki Wam zrobiłam duży krok w kierunku przebaczania innym jak i sobie. Ktoś podczas PDM-u powiedział do mnie z uśmiechem na ustach: Magda ty nauczyłaś się ciszy. To prawda. Kto zna mnie trochę lepiej wie, że strasznie dużo mówię, a podczas tego tygodnia wypowiedziałam chyba najmniej słów w moim życiu (oczywiście pomijając te tygodnie gdy jeszcze nie umiałam mówić) Może moja cisza czasami irytowała osoby z którymi przyjechałam za co ich przepraszam, ale teraz wiem, że takie wyciszenie było mi potrzebne. Ja sama nie znałam się od tej strony. Podczas adoracji w Namiocie Spotkań również jak Agata zadawałam Bogu dużo pytań i na wiele z nich uzyskałam bardzo jasną odpowiedź. Nawet podczas zwiedzania Krakowa (które mi się bardzo podobało) trochę bujałam w obłokach.Zastanawiałam się nad sobą. Sobota była dla mnie dniem bardzo radosnym. Do dziś moje nogi odczuwają tą wyczerpującą, ale jakże zapoznawczą belgijkęW niedzielę uświadomiłam sobie jak dużo Bóg wniósł do mojego życia i serca przez to spotkanie. Jak Leśniów tak i Skałkę opuszczałam ze łzami w oczach. Teraz ABSOLUTNIE NIE wyobrażam sobie, że mogłoby mnie tam nie być.:)To i tak tylko część tego wszystkiego czego tam doświadczyłam. Reszty nie można opisać słowami i trochę też chcę zachować dla siebie. DZIĘKUJE WSZYSTKIM ZA TEN WSPANIAŁY TYDZIEŃ!W oczekiwaniu na PDM we Włodawie

Magda:)


Ubiegłoroczny PDM pozostawił ogromną ilość wspomnień, tyle nowo poznanych, fantastycznych ludzi, doświadczenie wspólnoty, wędrowanie.. Z niecierpliwością czekałam na tegoroczny PDM i przyszedł ten czas!
Już w noc przed wyjazdem nie mogłam przestać myśleć, że to już jest wyczekiwany PDM.
Ten rok, był bardzo męczący i wyczerpujący.. Matura.. Niekończące się problemy ze zdrowiem i w domu sprawiały, że miałam coraz mnie siły i ochoty na cokolwiek, tylko czekałam na jakikolwiek wyjazd poza dom.. Za dużo pojawiało się pytań w mojej głowie a za mało odpowiedzi. Przyszedł moment, że zapomniałam o Bogu, modlitwie, o moim Aniele Stróżu... Miałam wrażenie, że zostałam opuszczona przez wszystkich i zostawiona samej sobie- myliłam się i teraz o tym wiem...
Słuchając konferencji o. Augustyna czułam się tak, jakby mówił tylko o mnie i moim życiu.. Każde zdanie wypowiedziane w tym czasie coraz bardziej trafiało do mojego serca i czułam jak uchodzi ze mnie wszelka złość, zmęczenie i powoli jest zdejmowana maska twardzielki a ujawnia się słaba Marta...
Podczas adoracji w Namiocie Spotkania bardzo męczyłam się z wieloma myślami.. co byłoby gdyby... Wszystkie myśli.. Nawet najmniejszy szmer był lepszy od ciszy z Bogiem.. Ale kiedy został przezwyciężony strach przyszedł moment na zadawanie Bogu wielu pytań odnośnie mojego życia..
Podczas czuwania w Bazylice byłam już pewna, że to co było słabego we mnie to zostało wyrzucona a pojawiła się cisza i spokój, jakiego potrzebowałam... Łzy mi płynęły po twarzy jeszcze długo po czuwaniu.. Wtedy to poczułam, że coś się zmienia..że.. nie jestem sama.. Coś pękło we mnie...
W piątek rano dostałam informację, że zostałam przyjęta na studia, nie są to takie które sobie wymarzyłam, ale narzekać nie mogę... Wtedy odbyłam bardzo ciężką rozmowę z mamą, która spowodowała, że pojawiła się myśl, żeby może nie wracać do domu tylko jechać gdzieś dalej w Polskę, zostali mi w tym czasie postawieni na mojej drodze cudowni ludzie, którzy pomogli mi swoją obecnością, słowem ogarnąć się i wrócić!
Oczywiście, nie zabrakło radości, śpiewu i tańców.. Mam na myśli belgijkę, menueta... W niedziele były ogromne zakwasy, ale warto było
Absolutnie nic, nie udałoby się bez obecności Aniołów!
Dziękuję przede wszystkim Bogu, za to, że pomimo wielu trudności mogłam przyjechać... Nie umiałabym sobie wybaczyć, gdyby mnie tam nie było..
Ojcom, za ich dobre słowo i obecność.. Braciom Paulinom, za to ze można było z nimi porozmawiać zawsze i o wszystkim.. Ojcu Augustynowi za głoszone słowo, które zostawiło ślad po sobie w moim sercu... Wszystkim będącym na PDM, mojej grupie łódzkiej i żółtej, przed którą się otworzyłam i za wspólne wędrowanie po Krakowie dziękuję!
To co było złe, przepraszam!

Marta namiot 49 :-)


Ja byłam na PDM-ie pierwszy raz. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Do tego wyjazdu podchodziłam z myślą, że fajnie by było spędzić trochę czasu ze znajomymi i poznać nowych. Przed PDM-em moja relacja z Bogiem nie wyglądała za dobrze, zawsze ciężko mi było rozmawiać z Nim, nie otrzymywałam od Niego odpowiedzi, czułam sie z tym ciężko. Nie czułam Go, męczyłam się z tym przez dość długi czas.
Dlatego postanowiłam powierzyć to Bogu.
Podczas rekolekcji starałam się uważnie słuchać o. Augustyna. Okazało się, że treść konferencji dociera do mnie, porusza mnie. Najważniejsza dla mnie była pierwsza dotycząca powołania. Zawsze myślałam że wiem co chcę robić w życiu, ale gdy zadałam pytanie mojemu Aniołowi, po kilku dniach( bodajże w piątek) dostałam odpowiedź, a raczej wahanie, którego w ogóle się nie spodziewałam Jak na razie czekam jeszcze na jakiś znak od Pana
Kolejną rzeczą poruszającą mnie było stwierdzenie, że by uzdrowić swój dom trzeba go opuścić. Bardzo pomocna do zrozumienia tego była Księga Tobiasza( postanowiłam do niej powracać).
Wracając do mojej relacji z Bogiem, to bardzo wiele zyskałam dzięki adoracji w Namiocie Spotkania i nocnemu czuwaniu. "Wyrzuciłam" z siebie wszystko to, co mnie trapiło i zawierzyłam to Bogu.Podczas czuwania łzy same mi leciały. Po paru dniach On dotknął mnie( podczas czuwania poczułam jak ktoś "trąca mnie" w ramię, obróciłam się, a tam nikogo nie było ). Od tego czasu czuję wewnętrzny pokój i Jego obecność, a modlitwa jest dla mnie prawdziwą rozmową z Bogiem.
Podczas PDM-u pogodziłam się również z pewną rzeczą, o której wie tylko On Także widzę u siebie wiele owoców po PDM-ie, zobaczyy co będzie za rok
Jestem wdzięczna wszystkim braciom i ojcom za ich obecność i życzliwe słowo, a szczególnie br. Tomaszowi
Bardzo miło zapamiętam także nasze wędrówki, zakwasy czuję do dzisiaj
Dziękuję również całej naszej grupie zachodniej( należałoby powiedzieć wrocławskiej ) za rozmowę, obecność i wsparcie. Cieszę się również z obecności mojej koleżanki namiotowej (chyba tak mogę powiedzieć), która otworzyła się i dzięki temu mogłyśmy szczerze porozmawiać. (Byłaś niezastąpiona )
Podsumowując, PDM był dla mnie bardzo ważnym czasem przede wszystkim dla Boga, ale też dla ludzi. Już nie mogę się doczekać kolejnego. A, i jestem za tym, aby wydłużyć choć trochę czas jego trwania.
Z tego miejsca jeszcze raz dziękuję wszystkim uczestnikom PDM-u i WIDZIMY SIĘ we Włodawie!

Magda


Chcę napisać swoje świadectwo, ale trudno mi zacząć, bo tak naprawdę nie mam pojęcia co mam napisać.
Po poprzednim PDMie ( a już chyba każdy wie, że strasznie nie chciałam jechać, ale Szymon mnie zapisał) wiedziałam, że choćby się waliło i paliło, muszę w tym roku przyjechać. Nie powiem, że się nie bałam - bo lęk towarzyszy mi na każdym kroku. Nie wiedziałam jak to będzie wyglądało, bo tyle osób, nowe miejsce nie wskazujące na to, że się pomieścimy (przynajmniej ja sobie tego nie wyobrażałam).
Z radością oczekiwałam momentu, kiedy będę mogła się zebrać i tam pojechać, potrzebowałam spokoju --> choć wiem, że nie zawsze to u mnie widać, bo gadam jak nakręcona, ale wróciłam z Krakowa pełna spokoju, radości i miłości.
Cieszę się, że mimo mojego strachu i ciągłego twierdzenia, że moje problemy są błahostkami udało mi się w końcu szczerze porozmawiać.
Przed przyjazdem nie wiedziałam jak się zabrać za modlitwę, każda próba rozmowy z Bogiem zazwyczaj kończyła się wyrzutami, lub ciągłymi pytaniami: "dlaczego?" "po co?". Nie potrafiłam przyjąć tego wszystkiego co dostaję, wierząc, że to jest dobre.
Kiedy wróciłam nie mogłam się zebrać...bo rano brakowało mi Jutrzni, później Konferencji, pracy w grupach, Nieszporów. Były to takie momenty, kiedy czułam się prawdziwą córką, kiedy czułam, że Bóg przemawia do mnie, czy to w postaci o.Augustyna czy w postaci innych ludzi.
Kiedy rozpoczęło się nocne czuwanie, wszystko ze mnie zeszło, po prostu siedziałam, patrzyłam na wystawionego Jezusa i płakałam. O niczym nie myślałam, po prostu razem ze łzami On zabierał ode mnie to co mnie bolało, to co bałam się powiedzieć. Oczywiście momentem kulminacyjnym było indywidualne błogosławieństwo - dreszcze przechodzą mnie na samą myśl.
Dziękuję WSZYSTKIM Aniołom, których postawił mi Bóg w tym czasie. Każdy z Was był moim Aniołem.
Ojciec Andrzej faktycznie wiedział kiedy podchodzić i kłaść rękę na ramieniu - dziękuję za to
Ewelinko-Słońce moje - dziękuję, że wyciągnęłaś wtedy ze mnie co i jak
Przepraszam również tych, których źle potraktowałam w związku z moimi humorami...Sama nie wiedziałam co we mnie siedzi, ale wiem, że tego żałuję i bardzo Wam dziękuję, że podeszliście.
Czekam z utęsknieniem na Włodawę

Ania Stępniewska - Mama (jak kto woli)


Kochani (taż apostrofa ze szczególnymi pozdrowieniami dla br. Adama ),
faktycznie niezwykle trudno coś z siebie wymodzić w ramach świadectwa popdmowego... Pomimo oficjalnego przekonania o przyjeździe do Krakowa zupełnie nie bylem niczego pewny. Doskonale znam uczucia towarzyszące Annom... Dodatkowym stresem była powierzona mi funkcja muzycznego. Oczekiwałem srogiej lekcji pokory. I dzisiaj, "gdy ja sobie" siedzę i piszę przychodzą mi do głowy apostolskie słowa: "a myśmy się spodziewali". Zupełna esencja mojego wyjazdu. Byłem przekonany jedynie o "solidności" rekolekcji o. Augustyna. Reszty się spodziewalem. I na te moje spodziewania Bóg dał coś zupełnie nowego, coś wspaniałego. Postawił niezwykłych nowych ludzi, pozwolił odkryć piękno tych, których znałem wcześniej, dał mi też poznać fragment mnie samego. Dziękuję Mu za każdą sekundę tego wyjazdu! Za godziny spędzane przy baniaku w gotującą się wodą (dzięki temu bylo mi dane poznać wspaniałych ludzi z Kielecczyzny i nie tylko!), za wędrówki po Krakowie, za osławioną belgijkę i nadto za czas adoracji. Tak bardzo łaknąłem milczenia i paradoskalnie znalazłem jego namiastkę w centrum Krakowa. Z czuwania, do którego byłem początkowo sceptycznie nastawiony, wyszedłem zupełnie wyżęty z łez. Nie jestem w stanie opisać tego co się we mnie działo. Modlę się by w realiach życia w miejsce tej wielkiej dawki emocji Bóg zesłał łaskę wiary.
Słowo o. Augustyna, zupełnie inne niż się spodziewalem (na szczęście ) opróz tego, że rzuciło zupełnie nowe światlo na moje życie, pozowliło też w inny sposób spojrzeć chociażby na powołanie mojego brata (przy okazji, ściskam Cię Szymku:)). Przychylniejszym okiem spojrzałem na oleodrukowe aniołki:) Co prawda anielskość zawsze była dla mnie czymś zupełnie wyjątkowym, zbyt często chyba jednak podchodziłem do tematu okazjonalnie, traktując Aniołów bardziej w kategoriach estetyczno - sztucznych aniżeli wiary. Teraz, dzięki skupieniu uwagi przez o. Augustyna na podstawach, mam, jak chyba nigdy dotąd, świadomość opieki Anioła Stróża.
I kończąc, pierwszy raz od dłuższego czasu, jako zatwardziały domator i konformista, z trudem wracałem do domu. Dziękuję Bogu za ten czas i za Was wszystkich!

Marcin